Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi
Forum
Strony WWW
Twittery
|
niedziela, 27 grudnia 2009
Świdry 2009
Casting roku - konkurs na trenera reprezentacji Polski, zakończony stwierdzeniem, że z tych, co się zgłosili, nikt się nie nadaje.
Catering roku - poważna sprawa, sprawa zaopatrzenia dziennikarzy w kanapeczki i ciasteczka była jedną z częściej poruszanych podczas Eurobasketu. Ja jednak przyznaję wyróżnienie pewnej amerykańskiej firmie zajmującej się sprzedażą produktów okołokurczakowych na szybko - za to, że dzięki niej radość Hiszpanów z Mistrzostwa Europy słyszałem z poziomu szaletu w katowickim Spodku. W tym miejscu serdeczne podziękowania dla PKP Cargo za udostępnienie pomieszczeń i możliwość powrotu do formy. Cud roku - w takim kraju, jak Polska, konkurencja w tej kategorii musi być spora. Tym razem wygrywa cudowne rozmnożenie tytułów mistrzowskich poprzez porozumienie sopocko-gdyńskie pozwalające zarówno Treflowi Sopot, jak i Asseco Prokom Gdynia, na odwoływanie się do historii. Tym sposobem połączenie obu klubów spowodowałoby powstaniem klubu z 12 tytułami na koncie. Szkoda tylko, że 5 tysięcy mężczyzn (bez kobiet i dzieci) pozostało nienasyconych. Ekipa roku - reprezentacja Polski kadetów, która w Mistrzostwach Europy złamała wszelkie standardy polskiej koszykówki, wygrywając mecze z m.in. Grecją, Litwą, Turcją i Chorwacją i zajmując 4. miejsce. Kozak roku - Dardan Berisha. Rok temu martwiłem się, że straci on 10 miesięcy prawdziwego grania, przebywając w I lidze. Na dodatek na początku tego sezonu pauzował z powodu kontuzji. Wrócił i jest już najlepszym polskim strzelcem ligi (6. miejsce, przed Loganem!) ze średnią 18,2 pkt na mecz i rewelacyjną skutecznością 62% za 2, 42% za 3 i 97% z wolnych. Mecz roku - Polska-Litwa we Wrocławiu. Fantastyczni kibice z obu stron, świetna gra Polaków i trzy trójki Michała Ignerskiego na początku IV kwarty. Kwintesencja sensu bycia kibicem. Paradox roku - sytuacja w PLK (a jakże). Największą sympatią cieszy się drużyna z bilansem 2-11, a najmniejszą - z bilansem 13-0. Patriota roku - prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak, za deklarację, że klub z jego miasta nie dostanie od niego ani złotówki, jeśli będą w nim grać obcokrajowcy. Na dzień dzisiejszy w składzie Stali znajduje się trzech Amerykanów i jeden Litwin. Rzeźbiarze roku - dział PR Polonii 2011 za umiejętność przekucia każdej porażki w sukces. Tam trener nawet po przegranej w wygranym meczu jest zadowolony. Ale także - dział "sportowy" Polonii 2011, za wyrzeźbienie w Polsce klubu, w którym rozwój zawodników jest najważniejszy, oraz drużyny w PLK, która będzie grała wyłącznie polskim składem (patrz poprzednia nagroda). Scenariusz oryginalny - and the Oscar goes to... Polonia Azbud Warszawa & Polonia 2011 Warszawa. Niekończąca się historia o miłości i nienawiści pomiędzy dwoma klubami ze stolicy. W osiągnięciu celu przez drużynę B przeszkodziło "tylko" to, że drużyna A nie upadła, przez co w stolicy zrobiło się nieco za ciasno na dwie Polonie. Honorowa nagroda dla kibiców za to, że na przekór zakłamanym działaczom potrafią kibicować obu klubom. Zwierzę roku - Janusz Wierzbowski jako kozioł ofiarny w folwarku Romana Ludwiczuka.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
PZKosz zapowiadał nagrody, to ja też mogę
Pamiętacie ten wpis sprzed roku?
Świdry 2008 Mimo obniżonej aktywności, w tym też honorowe wyróżnienia zostaną przyznane, najpewniej za mniej więcej tydzień. Kategorie takie, jak Cud roku, Paradox roku i Catering roku już czekają na zwycięzcę. A tymczasem - Wesołych Świąt wszystkim!
wtorek, 01 grudnia 2009
Tramwajem jadę na wojnę
Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to
moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja
najmojsza!
- Dzień świra Dość często poruszam tu temat Polonii 2011 na płaszczyźnie sportowej. Po niedzielnych derbach Warszawy wypada jednak napisać także o całej otoczce tego, co dzieje się w stolicy. A dzieje się równie ciekawie, jak na boisku.
Generalnie przyjęło się, że o Polonii 2011, zwanej pieszczotliwie przez niektórych "Fundacją", mówi się albo dobrze, albo wcale. Łaskawe oko kibiców i dziennikarzy klub ten zdobył sobie zarówno postawą na boisku w ostatnich latach, jak i próbami pozytywnego PR-u. Częsta aktualizacja strony internetowej, własny kanał na YouTube, newsletter z informacjami dotyczącymi treningu koszykarskiego i ciągłe powtarzanie słuszności wybranej drogi sprawiało, że przeciętnemu obserwatorowi Polonia 2011 jawi się wyłącznie w jasnych barwach. Oprócz oczywistych korzyści płynących z takiego postępowania zyskują na tym jeszcze jedno - ich drobne grzeszki przechodzą niezauważane. Od początku istnienia nowy klub wzbudzał na Konwiktorskiej kontrowersje. Ich założenia były oczywiście jak najbardziej słuszne, ale pomysł odwoływania się do tradycji Polonii był - delikatnie mówiąc - kontrowersyjny. Nie wiem, czym kierowali się panowie Popiołek i Jeklin, wybierając nazwę swojego nowego przedsięwzięcia, ale podejrzewam, że było to bardziej wyrafinowane działanie niż zwykła ludzka złośliwość. Na początku nie miało to może jeszcze wielkiego znaczenia, ale po awansie do PLK i nieudanych rozmowach o połączeniu stało się jasne, że na froncie organizacyjnym wybuchnie prawdziwa wojna. Głównymi bitwami w tej wojnie są i będą oczywiście stołeczne derby. Tak było i w zeszłym tygodniu - na 2 dni przed długo oczekiwanym meczem na oficjalnej stronie Polonii 2011 pojawił się artykuł przedstawiający historię polonijnej koszykówki. Historia jest historią i zmienić się jej nie da, więc w samym artykule, zresztą bardzo porządnie sporządzonym, żadnej kontrowersji być nie powinno. I wszystko byłoby ok, gdyby nie ostatnie zdania, na które zwrócił uwagę w swoim artykule Łukasz Cegliński. Drużyna ligowa Polonii 2011, stworzona przez Prezesa Klubu, Waltera Jeklina oraz chorwackiego trenera Mladena Starcevicia, której trzonem, obok kapitana Leszka Karwowskiego, są właśnie „złoci” juniorzy, po zwycięstwie w rozgrywkach I ligi w sezonie 2008/2009, dokładnie w 50 lat od największego sukcesu w historii Klubu, zdobywa awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Do tych właśnie medalowych tradycji zespół Polonii 2011 chce nawiązać w przyszłości. Komentarz Jarosława Popiołka: Jestem zaskoczony tym, jak został odczytany ten tekst o historii Polonii. Dla mnie był to po prostu artykuł towarzyszący derbom, zawodom dwóch drużyn, w których są ludzie wywodzący się z jednego pnia. Ta wypowiedź prezesa skojarzyła mi się z najbardziej denerwującą mnie cechą polityków - usilnej próby zrobienia ze mnie idioty. Prosty artykuł, przywołujący całą historię koszykówki pod egidą Polonii Warszawa, na końcu którego występuje jasna aluzja, że tamten klub i Polonia 2011 to jedno i to samo? Zawsze będziemy odwoływać się do tej tradycji. Nie chcemy licytować się, kto ma do tego duże prawa, a kto nie ma żadnych. Stworzyliśmy Polonię 2011 po to, aby zbudować prawdziwe sportowe podwaliny pod - powiem teraz trochę na wyrost - potęgę jednego klubu sportowego Polonia Warszawa. A może prezes nie chce się licytować, bo wie, że z góry stoi na przegranej pozycji? Po co więc ta cała szopka? Po co żerowanie na konkurencji - nie można było zacząć wszystkiego od nowa? Polonia "tradycyjna", czyli obecnie Polonia Azbud Warszawa, próbuje odgryzać się różnymi sposobami. A to sponsorują kibicom bęben z klauzulą używania go tylko na swoich meczach, a to siłą się na hasła typu "Polonia Warszawa była, jest i będzie tylko jedna". Próbą gaszenia pożaru to raczej nazwać nie można, ale trzeba przyznać, że prawo do obrony mają. Pytanie tylko, jak zamierzają się bronić, bo jak na razie PR-owsko od konkurencji odstają, a ich działania rykoszetem uderzają w kibiców (patrz Rada Puchaczy kibicująca obu klubom). Szkoda tylko, że sprawa nie została rozwiązana na początku. Jeśli już musiała istnieć w Warszawie druga Polonia, to trzeba było sprawę tradycji, barw i nazwy rozwiązać na początku - tak jak zrobili to w tym roku w Trójmieście. Tam wprawdzie też od czasu do czasu wkładane są szpilki ("Mistrz jest tylko jeden"), ale przynajmniej myśli się już głównie o wynikach i koszykówce. Przede wszystkim szkoda, że do takiej sytuacji doszło. Nie wiem, czy działacze Polonii 2011 przewidywali, że tak się to skończy (choć na dobrą sprawę jeszcze się to nie skończyło), ale bez dwóch zdań cały ten burdel powstał z ich inicjatywy. Przy całym szacunku do ich pracy szkoleniowej, doprowadzili do ogromnego zamieszania, z którego nic dobrego nie wyniknie. I żaden pozytywny PR tego nie zmieni.
niedziela, 22 listopada 2009
Autostopem przez PLK
Ostatni wpis kończyłem oceną dotychczasowych występów Polonii 2011 - beniaminka rozpoczynającego sezon od trzech porażek z potentatami ligi - meczami, za które drużyna z Warszawy była chwalona. Byłem pełen sceptycyzmu co do ich dalszej postawy w PLK, ale nie spodziewałem się, że na pierwszą wygraną przyjdzie czekać miesiąc, a po drodze dojdzie do kilku porażek w niespotykanych okolicznościach. W końcu jednak i oni poczuli smak zwycięstwa, pokonując słabo grający w tym roku AZS Koszalin. Radości w stolicy nie ma końca, bo Polonia 2011 w PLK to swoisty OSSM, który ma zbierać doświadczenie. To, że w końcu wygrali, napawa więc i mnie optymizmem. Młodzi nie stracili wiary po paru porażkach, które nie powinny się zdarzyć, i w końcu doczekali się wygranej. Ich cykl porażek i zwycięstw do złudzenia przypomina mi zresztą to, co grali w I lidze (w co najmniej dwóch aspektach), ale ze względu na sympatię do nich nie będę już poruszać tego wątku.
Dla odmiany mniej radośnie jest w Poznaniu. Do przerwy PBG Basket prowadził 48:33 ze Zniczem Jarosław i nieopatrznie napisałem na forum, że jest tam spokojnie (w porównaniu do innych hal), o ile trener gospodarzy czegoś nie wymyśli. Na nieszczęście wymyślił i jestem pewnie teraz w Pyrlandii na cenzurowanym. Kijek ma tam przechlapane jeszcze bardziej, a jego 7-letni cykl pracy w jednym klubie już na początku drogi wydaje się być usłany białymi chusteczkami. Ciekawe, co na ten temat myślą sami zawodnicy? W Trójmieście nastroje przeważnie optymistyczne. Asseco Prokom na razie bez porażki w lidze, mimo że wczoraj Polpharma napędziła im sporo strachu, prowadząc przez 3 kwarty. W końcu jednak sprawy w swoje ręce wziął Logan (eval 36!) i niespodzianki nie było. Ciekawi mnie cały czas gra Kostrzewskiego, który ma mecze na zero, ale i takie jak wczoraj, gdzie zdobywa ważne punkty w IV kwarcie. Mam nadzieję, że wywalczy sobie miejsce w składzie kosztem Seweryna, gdy na parkiet powróci Zamojski, co może stać się już całkiem niedługo. W Sopocie również nie ma większych powodów do narzekań, ale jak tu narzekać, jak zespół będący na początku sezonu wielką niewiadomą, z bilansem 7-2 okupuje dzisiaj pozycję wicelidera tuż za wielkim rywalem zza miedzy. Wielka w tym zasługa trenera, który sprawia, że ta drużyna potrafi wykorzystać swój potencjał w 100% i po prostu wygrywać. Jedyny mankament tej ekipy to wg opinii kibiców krótka ławka. Wprawdzie nie stricte protokolarnie, bo zawsze zasiada na niej 12 zawodników, ale faktem jest, że trener Muiznieks w meczu ogranicza na razie rotację do 7-8 graczy, ucząc młodych swojej koncepcji gry na treningach. Czy trenujący z pierwszym zespołem rówieśnicy Jankowskiego, Berishy i Śniega otrzymają swoją szansę? Oby, i oby ją wykorzystali.
sobota, 24 października 2009
Miesięcznik żółto-czarnych powraca, czyli jak kibicuje się dwóm klubom w Trójmiejście i Warszawie
Kryzys dotyka wszystkich i wszystko - także blogi. Trudna sytuacja na rynku wydawniczym zmusza więc mnie do zmiany trybu pisania z tygodnika na miesięcznik.
I jak - całkiem niezły wstępniak-wymówka, prawda? ;) W każdym razie wbrew pozorom to miejsce od czasu do czasu będzie odżywać. Od poprzedniego wpisu (ktoś jeszcze pamięta Eurobasket?) minęło sporo czasu, więc sporo rzeczy miało czas, żeby się wydarzyć. W PLK pojawiły się nagle dwie pary drużyn, które właściwie powinny grać razem. I to chyba na Warszawie i Trójmieście się skupię. Kiedy już rozłam w trójmiejskiej koszykówce stał się faktem, klub z Sopotu mógł zacząć budować skład. Mało kto chyba pamięta, że zaczęło się od Kitzingera, który obecnie zbiera żniwo przygotowań reprezentacyjnych w wakacje i jest gwiazdą tej ligi (powiedzmy sobie szczerze - słabej). Ogólnie efekt jest dość ciekawy, bo drużyna za niewielkie pieniądze, którą zaczęto budować z co najmniej miesięcznym opóźnieniem w stosunku do innych, radzi sobie całkiem przyzwoicie. Prowadzona przez trenera Muiznieksa wygrała z Turowem, walczyła z Asseco Prokomem, co do tej pory nie udało się nikomu innemu. Z pewnych powodów wolałbym jednak poświęcić więcej uwagi temu drugiemu klubowi. Klub z Gdyni, nazywany złośliwie i nie bez przyczyny Arką, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Była więc ogromna jak na polskie warunki akcja promocyjna, było hasło "Mistrz jest tylko jeden", byli też kibice Arki na trybunach (kibiców na meczu piłkarskich zachęcano na przyjście na mecz koszykówki, gdzie czekało na nich 200 darmowych wejściówek - efekt był mało interesujący). Skład nadal jest kosmiczny, za to trener też jakby z innej planety, którego większość już chce wysłać na Księżyc. Otóż wymyślił sobie trener Pacesas, że mecze w sezonie 2009/2010 będą mu wygrywać Woods i Logan, a reszta drużyny będzie im w tym tylko pomagać. Efekt: kompromitacja w pierwszej kolejce Euroligi i męczarnie w pierwszej połowie meczu z Treflem, który rzucił im okrągłe 50 pkt. To był chyba zresztą pierwszy w historii światowej koszykówki mecz, w którym zagrali dwaj aktualnie mistrzowie kraju ;-) Rozłam podzielił wyraźną część kibiców (nie wszystkich, np. prezes klubu kibica z Sopotu jest jednocześnie prezesem klubu kibica z Gdyni). Grupa Aktywnego Dopingu z SSSK (mocno dryfująca w stronę kolegów z włocławskiego H1) na derbach przebiła za pomocą gardeł grupę gdyńską, wspomaganą przez bębny, trąbki (przyznaję, jednak są wkurzające) i pana wodzireja od siedmiu boleści, który dał mi się we znaki już we Wrocławiu, a wczoraj wkurzył nawet komisarza zawodów. Oprócz nich na pewno byli też kibice koszykówki, dla których barwy znaczenia nie mają, ale pewien podział jest wyraźny. Tymczasem w Warszawie jest niby podobnie, a jednak trochę inaczej - też mamy dwa kluby o częściowo wspólnej historii (nie wchodząc w szczegóły - jeden wypączkował z drugiego, "przypadkiem" wybierając podobną nazwę). Prezesom, tak jak i w Trójmieście, nie udało się dojść do porozumienia, a kibice zrobili im psikusa, wybierając wspieranie obu ekip jednocześnie. Tego jakoś nie wszyscy są w stanie zrozumieć (vide: sprawa bębna Polonii i zakaz jego używania na meczach Polonii 2011 - niby oczywiste, ale strzał w stopę wyraźny). A działacze Polonii (tej bez numerów) mają ciężki orzech do zgryzienia, bo samo gadanie o tradycji i nieładnym podszywaniu się przez nich panów z "Fundacji" nie zamydli oczu kibicom przeciętnym i nieprzeciętnym, którzy po prostu widzą, że Polonia 2011 jest dużo bardziej ciekawszą do śledzenia ekipą od klubu-matki. Kto by nie chciał kibicować ekipie młodych, zdolnych Polaków, prowadzonej przez trenera z pasją? A propos Polonii 2011, nie mogę nie zatrzymać się przy nich nieco dłużej w kontekście PLK. Przed sezonem zastanawiałem się, czy ich występ w ekstraklasie jest w ogóle potrzebny. Czy nie lepiej byłoby wypożyczyć/sprzedać tych gotowych już do gry na najwyższym poziomie do innych klubów (Polacy są w końcu nadal w cenie), a samemu dalej kontynuować pracę w I i II lidze. Tam jednak zaryzykowano i na razie nie mają się czego wstydzić. Mecze z potentatami nie wypadły najgorzej, Śnieg i Pamuła nie boją się gry z najlepszymi, szkoda tylko kontuzjowanego Dardana Berishy (czekam na powrót!). Na drużynę Mladena Starcevica po 3 przegranych meczach spadło tyle pochwał (sic!), że strach pomyśleć, co się stanie, jak oni coś wygrają. Cóż, dobry PR robi swoje, a radzę wszystkim nieco stonować zapędy, bo od tego słodu zaczyna już się robić trochę niedobrze. Dodając trochę dziegciu - młode gwiazdy miały wspomóc I-ligowe rezerwy w meczu ze Zniczem Pruszków. Wspomogły tak, że przegrali, a wg obserwatorów nie było widać po nich nawet połowy tego, co grają w PLK. Może jednak to prawda, że co za dużo, to niezdrowo. Błędy mogą zdarzyć się wszędzie - nawet w klubie stawianym przez wielu jako wzór organizacji i sensownego wychowywania koszykarskiej młodzieży. Ważne, żeby nie udawać, że nic się nie stało i wyciągać wnioski.
czwartek, 10 września 2009
Polska - Turcja
Tak na krótko, bo tuż przed wyjazdem.
Już przed meczem na trybunach było czuć pewne rozprężenie. Nie było takiej atmosfery, jak przed Turcją, i podobnie było chyba też w szatni Polaków. Ale to jednak w III kwarcie, gdy dochodziliśmy Kebabów na 6 punktów, w Hali Ludowej został pobity rekord szału na trybunach. Wszyscy Polacy zagrali słabiej, niż w poprzednich meczach. Inna sprawa, że Turcy odrobili zadanie domowe i wyraźnie przyłożyli się do obrony, np. przeciwko Loganowi. Wkurzały mnie tylko ich trójki przez ręce. Gdyby tego zabronić, to mecz byłby długo na styku ;-) Ostatni wieczór we Wrocławiu nie był więc udany, ale wspomnienia i tak pozostaną. Warto było jechać 8 godzin pociągiem chociażby dla trzeciej trójki Ignerskiego w meczu z Litwą. Teraz mam nadzieję, że będzie warto jechać po co 8 godzin w drugą stronę i w Łodzi (tym razem za pośrednictwem TV) znów zobaczymy Polskę na poziomie europejskim.
wtorek, 08 września 2009
Polska - Litwa
Jeśli ktoś spodziewa się równie długiego opisu, co wczoraj, to muszę go zmartwić. Jakoś nie za bardzo dużo pamiętam z tego, co dziś się stało.
Pamiętam bardzo dobrze wybuch Hali Stulecia po trzeciej trójce Igiego w czwartej kwarcie. Pamiętam niesamowity pressing Litwinów w ostatnich minutach, który pewnie przyniósłby im zwycięstwo, gdyby nie w/w trójki. Pamiętam problemy Polaków z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy. I będę się upierać, że to Logan uratował nam skórę. Ale przede wszystkim pamiętam "Dziękujemy!!!" w ostatniej minucie. I smutnych Litwinów opuszczających mój sektor, których było stać na przybijanie ze mną piątki. Co klasa, to klasa. PS. Bym zapomniał. Jak kadeci wygrywali z Litwą (notabene w drugim meczu mistrzostw), to pomyślałem sobie: "Dlaczego seniorzy mieliby tego nie zrobić?". Teraz Gortat i spółka nie mają wyjścia - muszą zająć czwarte miejsce ;-)
poniedziałek, 07 września 2009
Polska - Bułgaria: post-game
Osoby spotkane w drodze na halę:
- Francuz, który jest przyjacielem Andrzeja Pluty z Włocławka i przyjechał na Polskę - dziadek na rowerze, który pod samą halą spytał się, co to za impreza (naprawdę!) - sporo osób z karteczkami z napisem "Kupię bilet" i mniej z karteczkami "Sprzedam bilet". Zasłyszana cena: 500 zł. Okolice hali wyglądały bardzo porządnie: telebim, ogródki, gadżeciarze. Smaczki przedmeczowe: - pierwszy wyszedł przywitany owacją Gortat, który zaczął ćwiczyć półdystans, co potem mu się przydało. - na ok. 35 min przed meczem zawodników obu drużyn grzecznie wyproszono, żeby zespół tańców ludowych z Wałbrzycha (hehe) mógł odtańczyć poloneza - Donald Tusk dostał brawa (m.in. za "Wrocław najbardziej koszykarskim miastem Polski"), prezes FIBA dostał brawa, a prezes Ludwiczuk dostał kurtuazyjne brawa i mniej kurtuazyjne gwizdy. - usłyszeć hymn Polski (a nie hymn reprezentacji Polski, jak powiedział wodzirej od siedmiu boleści) - bezcenne. Dla tej dwunastki stojącej na parkiecie na pewno jeszcze bardziej. Dla samej takiej chwili warto trenować. I połowa: - Bułgarzy nieprzygotowani na naszą ofensywę, my nieprzygotowani na obronę przeciwko pickandrollom. Czyżby Pini zaskoczył jednak Mulego? - Koszarek w pierwszej piątce, czyli jednak Szubi oszczędzany - na szczęście Koszar dał radę - Bałem się, jak Lampe nie trafił dwóch pierwszych rzutów, ale na szczęście nie załamał się. - Gortat pod koszem i wszystko jasne. Jego bloki niszczyły, niszczyło też to, że Bułgarzy cały czas próbowali pod niego wchodzić. - Ignerski trafił z formą na mistrzostwa, czyli w sumie jest tak, jak miało być. - Gdyby nie przestój w połowie 2 kwarty, to mogło być +25, ale 52:37 robiło wrażenie. Przerwa: - miły gest ze strony PZKosz za nagrodzenie kadetów - czwartej drużyny Europy. Chłopaki wyszli na parkiet, dostali jakieś teczki od Ludwiczuka (materiały propagandowe PZKosz?) i brawa od wrocławskiej publiczności. I ode mnie. - Special Award dla Wojczyna - za pomylenie drużyny kadetów z seniorami Turcji :-) II połowa: - Muli nadal robi bardzo mało zmian i pierwsza piątka zajechana strasznie. Za Za Gortata Witka (!), za Lampego Ignerski (!), za Ignerskiego Chyliński (!!!), za Logana Chyliński i za Koszarka Szubarga. Szewczyk i Roszyk tylko symbolicznie. Widocznie Katzurin bardzo chciał wygrać ten mecz. Zobaczymy, czy jutro "odpuści" choć trochę Litwę. - Mam nadzieję, że Chylińskiemu jednak tylko mecz nie wyszedł i że jego obecność w kadrze nie jest nieporozumieniem. - Co by nie narzekać na Logana, dziś było widać, ze jest on potrzebny. Gdy Bułgarzy zaczęli gonić, widać było, że jego obecność jest niezbędna. - Mieliśmy mnóstwo szczęścia. Gdyby Bułgarzy w ostatnich minutach cokolwiek trafili (wynik stanął na 88:76 na dobre dwie minuty), byłoby jeszcze bardziej nerwowo. - Ale jak powiedział kiedyś po turniejowym meczu pewien trener: "końcówkę spieprzyliśmy jak ..., ale najważniejsze, że k... wygraliśmy!". Po meczu: - Miłe zakończenie wieczoru: tryumfalne wyjście polskich kibiców i przybijanie piątek z kibicami Litwy czekającymi na wejście :-) - Jutro nie będzie tak miło ;-)
niedziela, 06 września 2009
Pozdrowienia z Wrocławia
Wrocław podobno jest gotowy na Eurobasket. Ale w mieście nie zauważyłem dziś najmniejszej wzmianki o tym, że jutro zaczynają się Mistrzostwa Europy. Żadnego plakatu, billboardu, transparentu - jakby ktoś przypadkiem wybrał się tam dziś, nie zauważyłby nic nadzwyczajnego. Na dodatek Hala Stulecia cały czas z zewnątrz wygląda, jakby była w remoncie. Wizerunkowo - wielki minus.
Ale jutro wewnątrz hali zapewne nie będzie to miało wielkiego znaczenia, bo zacznie się to, na co wszyscy czekają. Nikt nie przewiduje, żebyśmy mogli przegrać z Bułgarią. Oby. PS. Polski komentator na ME w siatkówce strasznie narzeka na realizację tureckiej telewizji. Ciekawe, co będzie mówił turecki komentator o TVP ;-)
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Dzień Blogu
Pewnie mało kto o tym wie, ale dziś mamy Dzień Blogu. Zgodnie z blogerską tradycją polecam Wam pięć blogów, na które zaglądam najczęściej.
http://bartoszweglarczyk.blox.pl/html Blog szefa działu zagranicznego Gazety Wyborczej, kiedyś korespondenta z USA - Bartosza Węglarczyka. Generalnie stronię od polityki, ale poglądy tego Pana są mi bliskie. Szczególnie cenię sobie jego brak skrupułów w piętnowaniu głupoty i debilizmu. http://adkuchni.blox.pl/html Zbiór krótkich historyjek z życia agencji reklamowej - cudo! Idealne na przerwę w pracy ;-) http://ceglinski.blox.pl/html Blog najważniejszego w chwili obecnej dziennikarza zajmującego się polską koszykówką. Szkoda tylko tam miejsca na Formułę 1 ;-) http://supergigant.blox.pl/html Klasyk sportowej blogosfery. Lektura obowiązkowa dla wszystkich. http://adrom.blox.pl/html Honorowe wyróżnienie - kiedyś jeden z popularniejszych blogów sportowych w Polsce, wstrzymany na rok z powodu zatrudnienia autora w jednym z klubów, po czym na chwilę wskrzeszony. Nie wiem, jakie są jego losy, ale to nadal ciekawy zbiór artykułów o koszykówce. W końcu jedną z zalet blogów jest to, że z czasem zamieniają się w pojemne archiwa wiadomości. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||